„Ziarno prawdy”
gatunek: kryminał, powieść obyczajowa, powieść sensacyjna
Mogę śmiało rzec, że Zygmunt Miłoszewski to mój ulubiony
twórca polskiego kryminału. Jego lista publikacji nie jest jeszcze zbyt
obszerna, ale autor ma na to jeszcze dużo czasu – urodził się w 1976 r.
Miłoszewski zadebiutował powieścią grozy pt. „Domofon” – akcja rozgrywa się w
jednym z warszawskich bloków z wielkiej płyty. Nie brak w niej zaskakujących
zwrotów akcji, opisów mrożących krew w żyłach… Ale nie o tym dzisiejsza
recenzja.
Mój post poświęcony będzie „Ziarnu prawdy” czyli jednemu z kryminałów autorstwa Miłoszewskiego. Pisarz wykreował ciekawą postać Teodora Szackiego, przechodzącego kryzys wieku średniego; prokuratora odnoszącego sukcesy w życiu zawodowym, ale ponoszącego szereg porażek w życiu prywatnym. W jednej chwili mężczyzna traci wszystko – miłość, żonę, dziecko.
Postać tą poznajemy już w książce pt. „Uwikłanie” (na jej podstawie powstał też film o tym samym tytule), kiedy to Teo prowadzi nietypową sprawę brutalnego zabójstwa jednego z uczestników psychologicznej terapii ustawień Hellingera.
„Ziarno prawdy” przynosi Szackiemu wiele nowego. Z ogromnej metropolii – Warszawy, przenosi się do maleńkiego i nieco plastikowego Sandomierza. Miasto wydaje się prokuratorowi zabitą dziurą, w której brak miejsca na rozrywki:
„Mieścina z dwiema prostytutkami amatorkami. Kościół koło kościoła. Cicho, sennie, nic się nie dzieje. (…) [miasto], które co prawda od osiemnastej było wymarłe – ale niestety nie dlatego, że mieszkańcy się pomordowali. Oni w ogóle się nie mordowali. Nie usiłowali mordować. Nie gwałcili. Nie organizowali się w przestępczych celach. Z rzadka napadali na siebie.”
Innymi słowy miasto zupełnie inne niż to wykreowane przez telewizyjną „Jedynkę” i jej serial, w którym detektyw-amator w sutannie ma mnóstwo pracy. Ale czy opis prowincjonalnego miasteczka przez Szackiego jest zgodny z prawdą? Czy w Sandomierzu naprawdę nic się nie dzieje?
Na pozór sielskie miasteczko kryje w sobie (i w sandomierzanach)
mroczną przeszłość. Antysemityzm, mordy rytualne, zakorzeniona nienawiść
odżywają na nowo. Tuż przed budynkiem Archiwum Państwowego w Sandomierzu
znaleziono zwłoki kobiety, Elżbiety Budnik – cenionej przez mieszkańców
społeczniczki. Nagie zwłoki nienaturalnie, a wręcz niepokojąco białe, skrzące
się w porannym słońcu wyróżniają się czymś więcej.
„Wielokrotnie przecięte w poprzek gardło przypominało skrzela, wąskie listki skóry, pomiędzy którymi widać było fragmenty żył, krtani i przełyku.”
Kto i w jakim celu dopuścił się tak okrutnego mordu? Dlaczego
z ciała spuszczono krew? I wreszcie dlaczego w tak nienaturalny sposób
pozbawiono życia ofiarę? Odpowiedź na ostatnie pytanie znają mieszkańcy
Sandomierza, a wkrótce dowiaduje się o tym sam Teodor. Otóż w podobny sposób
dokonywano koszernego uboju bydła – tzw. szechity.
Czy sprawca jest ortodoksyjnym Żydem doskonale znającym procedurę rytualnego uboju, czy może sprawnym manipulantem zamierzającym wyprowadzić w pole policję i prokuraturę? Odpowiedzi na wszystkie pytania stara się udzielić białowłosy Szacki.
Powieść Zygmunta Miłoszewskiego to prawdziwa perełka polskiej
literatury kryminalnej. Historia przedstawiona w „Ziarnie prawdy” jest naprawdę
wciągająca, a sam pomysł młodego autora jest bardzo oryginalny – zwłoki
znalezione pod murami starej synagogi, koszerne zabójstwo cenionej kobiety
wskazują jednoznacznie na powiązania z kulturą żydowską. Ciekawa narracja,
która nie oszczędza smaczków (także tych erotycznych!) z życia Teodora
Szackiego to kolejny z atutów powodujących, że od książki wprost nie można się
oderwać. „Ziarno prawdy” Zygmunta Miłoszewskiego to zgrabnie skonstruowany
kryminał, który trzyma w napięciu od początku do samego końca; jest pełen
zwrotów akcji , a do ostatniego rozdziału czytelnik zastanawia się, kto jest
zamieszany w zabójstwa. Tak, liczba mnoga, bo Elżbieta Budnikowa to nie jedyna
ofiara.
Lubisz szwedzką literaturę (Camilla Läckberg, Stieg Larsson), a w powieściach kryminalnych szukasz także wątków obyczajowych? W takim razie „Ziarno prawdy” to książka wręcz napisana dla Ciebie. Lubisz polską literaturę ze względu na „bliskość”, znane Ci realia? Miłoszewski z całą pewnością stanie się także Twoim ulubionym autorem.
Moja ocena:
10/10
Wielu z moich znajomych nie docenia polskiej literatury. A to błąd. I to właśnie Miłoszewski może przekonać ich do zmiany zdania. Warto też wspomnieć, że powieści tego autora wydane zostały także m.in. w Niemczech.

Polska literatura jest niedoceniana nie tylko ze względu na rażący brak jej znajomości - ja akurat ją lubię i czytam - ale także dlatego, że często zdarza się, że po opublikowaniu niepochlebnej recenzji książki polskiego autora, on bardzo ostro reaguje ;) Więc blogerzy często rezygnują w ogóle z recenzowania polskich pozycji, a szkoda.
OdpowiedzUsuńA polska literatura (tutaj się wypowiem na temat fantastyki, bo tę znam najlepiej) ma się bardzo dobrze ;)
A jeśli masz jeszcze ochotę na kryminały, to polecam Ci Joe Alexa - niech nie zwiedzie Cię pseudonim, to Polak! ;)
Joe Alex, coś mi mówi. Muszę wygooglać.
UsuńWracając do polskiej literatury, to lubiłem ją od zawsze - podobało mi się w niej to, że jest taka prawdopodobna. Że akcja mogła mieć miejsce tuż za rogiem.