środa, 14 marca 2012

Dariusz Rekosz „Siostrzyczka”


Dariusz Rekosz
„Siostrzyczka”
gatunek: kryminał, powieść sensacyjna

Na jednej z trójmiejskich pływalni znalezione zostają zwłoki mężczyzny: brutalnie okaleczone, pozbawione gałek ocznych. Do śledztwa włączeni zostają dwaj policjanci – nadkomisarz Maciej Szwerman i jego młodszy pomocnik – aspirant Jerzy Woźniak. Stróże prawa za punkt honoru stawiają sobie rozwiązanie zagadki tajemniczego morderstwa młodego mężczyzny. Sprawa zaczyna się komplikować jeszcze bardziej, gdy na terenie Gdańska zostają znalezione kolejne zwłoki, również zmasakrowane w ten sam sposób. Policjanci szybko odkrywają, że zamordowanych mężczyzn łączy coś więcej – obaj posiadają niecodzienny tatuaż za lewym uchem. Zaczynają wtedy rozumieć, że zabójstwa te nie są przypadkowe. Rozpoczynają dramatyczną walkę z czasem, aby ochronić pozostałe osoby. Kto zginie następny?

Brzmi ciekawie? I sam pomysł Rekosza jest naprawdę fenomenalny; historia przedstawiona w książce jest nietypowa, co powoduje, że czytelnik śledzi losy nadkomisarza Szwermana z zainteresowaniem. Powieść z pewnością spodoba się też miłośnikom krwawych kryminałów.
Jednakże od autora można by było wymagać zdecydowanie więcej. Sam ciekawy koncept nie wystarcza. A w „Siostrzyczce” z wykonaniem jest gorzej. Do największej wady powieści można zaliczyć z całą pewnością dialogi – są dość schematyczne i, co gorsza, nierealistyczne. Rekosz stara się „urzeczywistnić” język bohaterów, dodając do wypowiedzi wulgaryzmy, jednak to nie wystarcza. Czasem wręcz rozmowy pary policjantów z podejrzanymi czy świadkami wyglądają jak w znanym i (nie)lubianym odmóżdżającym programie fabularyzowanym na antenie Polsatu.*

Przyjrzyjmy się zatem rozmowie naszych stróżów prawa:
- Tak właśnie myślę.
- To jest pan skończonym durniem!
- Ja? Co…? Czemu…? – zająknął się aspirant.
- Przecież to na kilometr pachnie thrillerem klasy C.
(…)
- Na razie mamy tylko zaszlachtowanego golasa z wydłubanymi oczami. I, jak powiedział pan doktor, zrobiono to wszystko fenomenalnie fachowo.
Rozdział 3. Nic nie pasuje

Autor „Siostrzyczki” zdecydował się na podzielenie książki na aż trzydzieści sześć kilkustronicowych rozdziałów. Zamiarem twórcy było zapewne ułatwienie czytania powieści. W końcu jesteśmy zabiegani, mamy mało czasu na czytanie, a na zapoznanie się z pięcioma czy sześcioma stronami jednorazowo zawsze znajdziemy chwilę.

Zatem podsumowując – Rekosz wpadł na naprawdę świetny pomysł. Doskonale rozbudza ciekawość w czytelniku, prowadzi za rękę po różnorodnych zakamarkach kryminalnego labiryntu, ku odnalezieniu sprawcy i rozwiązaniu całej sprawy. Po drodze towarzyszy nam wiele sensacyjnych wydarzeń - strzelaniny, pościgi. Jednak ja cały czas czuję niedosyt. Cały czas mam w głowie niezbyt dobre, łagodnie mówiąc, dialogi, które psują ostateczny odbiór książki.

Niemniej powieść Rekosza nie jest zła. Nie jest też wybitna. Ot – przeciętna, niewymagająca lektura, którą będziemy śledzić z zapartym tchem. Nie dlatego, że sposób przedstawienia wydarzeń jest nietypowy; nie dlatego też, że w książce znajdziemy pościg za pościgiem, ale dlatego, że sam autor miał ciekawy pomysł na dobrą powieść. Rozwiązanie zagadki, motywy zabójcy z pewnością będą dla Was dużym zaskoczeniem.

Moja ocena: 5/10.

* oczywiście nie miałem tu na celu obrażać jego widzów, bo mnie samemu również, od czasu do czasu, zdarza się obejrzeć ten fascynujący program ;))

niedziela, 4 marca 2012

Zygmunt Miłoszewski „Ziarno prawdy”


Zygmunt Miłoszewski
„Ziarno prawdy”
gatunek: kryminał, powieść obyczajowa, powieść sensacyjna

Mogę śmiało rzec, że Zygmunt Miłoszewski to mój ulubiony twórca polskiego kryminału. Jego lista publikacji nie jest jeszcze zbyt obszerna, ale autor ma na to jeszcze dużo czasu – urodził się w 1976 r. Miłoszewski zadebiutował powieścią grozy pt. „Domofon” – akcja rozgrywa się w jednym z warszawskich bloków z wielkiej płyty. Nie brak w niej zaskakujących zwrotów akcji, opisów mrożących krew w żyłach… Ale nie o tym dzisiejsza recenzja.

Mój post poświęcony będzie „Ziarnu prawdy” czyli jednemu z kryminałów autorstwa Miłoszewskiego. Pisarz wykreował ciekawą postać Teodora Szackiego, przechodzącego kryzys wieku średniego; prokuratora odnoszącego sukcesy w życiu zawodowym, ale ponoszącego szereg porażek w życiu prywatnym. W jednej chwili mężczyzna traci wszystko – miłość, żonę, dziecko.

Postać tą poznajemy już w książce pt. „Uwikłanie” (na jej podstawie powstał też film o tym samym tytule), kiedy to Teo prowadzi nietypową sprawę brutalnego zabójstwa jednego z uczestników psychologicznej terapii ustawień Hellingera.

„Ziarno prawdy” przynosi Szackiemu wiele nowego. Z ogromnej metropolii – Warszawy, przenosi się do maleńkiego i nieco plastikowego Sandomierza. Miasto wydaje się prokuratorowi zabitą dziurą, w której brak miejsca na rozrywki:
„Mieścina z dwiema prostytutkami amatorkami. Kościół koło kościoła. Cicho,  sennie, nic się nie dzieje. (…) [miasto], które co prawda od osiemnastej było wymarłe – ale niestety nie dlatego, że mieszkańcy się pomordowali. Oni w ogóle się nie mordowali. Nie usiłowali mordować. Nie gwałcili. Nie organizowali się w przestępczych celach. Z rzadka napadali na siebie.”

Innymi słowy miasto zupełnie inne niż to wykreowane przez telewizyjną „Jedynkę” i jej serial, w którym detektyw-amator w sutannie ma mnóstwo pracy. Ale czy opis prowincjonalnego miasteczka przez Szackiego jest zgodny z prawdą? Czy w Sandomierzu naprawdę nic się nie dzieje?
Na pozór sielskie miasteczko kryje w sobie (i w sandomierzanach) mroczną przeszłość. Antysemityzm, mordy rytualne, zakorzeniona nienawiść odżywają na nowo. Tuż przed budynkiem Archiwum Państwowego w Sandomierzu znaleziono zwłoki kobiety, Elżbiety Budnik – cenionej przez mieszkańców społeczniczki. Nagie zwłoki nienaturalnie, a wręcz niepokojąco białe, skrzące się w porannym słońcu wyróżniają się czymś więcej.
„Wielokrotnie przecięte w poprzek gardło przypominało skrzela, wąskie listki skóry, pomiędzy którymi widać było fragmenty żył, krtani i przełyku.”
Kto i w jakim celu dopuścił się tak okrutnego mordu? Dlaczego z ciała spuszczono krew? I wreszcie dlaczego w tak nienaturalny sposób pozbawiono życia ofiarę? Odpowiedź na ostatnie pytanie znają mieszkańcy Sandomierza, a wkrótce dowiaduje się o tym sam Teodor. Otóż w podobny sposób dokonywano koszernego uboju bydła – tzw. szechity.

Czy sprawca jest ortodoksyjnym Żydem doskonale znającym procedurę rytualnego uboju, czy może sprawnym manipulantem zamierzającym wyprowadzić w pole policję i prokuraturę? Odpowiedzi na wszystkie pytania stara się udzielić białowłosy Szacki.

Powieść Zygmunta Miłoszewskiego to prawdziwa perełka polskiej literatury kryminalnej. Historia przedstawiona w „Ziarnie prawdy” jest naprawdę wciągająca, a sam pomysł młodego autora jest bardzo oryginalny – zwłoki znalezione pod murami starej synagogi, koszerne zabójstwo cenionej kobiety wskazują jednoznacznie na powiązania z kulturą żydowską. Ciekawa narracja, która nie oszczędza smaczków (także tych erotycznych!) z życia Teodora Szackiego to kolejny z atutów powodujących, że od książki wprost nie można się oderwać. „Ziarno prawdy” Zygmunta Miłoszewskiego to zgrabnie skonstruowany kryminał, który trzyma w napięciu od początku do samego końca; jest pełen zwrotów akcji , a do ostatniego rozdziału czytelnik zastanawia się, kto jest zamieszany w zabójstwa. Tak, liczba mnoga, bo Elżbieta Budnikowa to nie jedyna ofiara.

Lubisz szwedzką literaturę (Camilla Läckberg, Stieg Larsson), a w powieściach kryminalnych szukasz także wątków obyczajowych? W takim razie „Ziarno prawdy” to książka wręcz napisana dla Ciebie. Lubisz polską literaturę ze względu na „bliskość”, znane Ci realia? Miłoszewski z całą pewnością stanie się także Twoim ulubionym autorem.

Moja ocena:
10/10

Wielu z moich znajomych nie docenia polskiej literatury. A to błąd. I to właśnie Miłoszewski może przekonać ich do zmiany zdania. Warto też wspomnieć, że powieści tego autora wydane zostały także m.in. w Niemczech.

czwartek, 23 lutego 2012

Łódź, część 1.

Źródło: PiktoGrafiki.com
Cześć!
 Dziś nie będzie recenzji żadnej książki (choć blog powstał głównie, abym się dzielił spostrzeżeniami na temat przeczytanych przeze mnie powieści). W dzisiejszym poście opowiem Wam trochę o moim mieście. Tak - chciałbym zachęcić Was do odwiedzenia Łodzi, gdyż w pełni na to zasługuje. 


Będzie to część pierwsza cyklu postów poświęconych Łodzi.

Gdyby zapytać przeciętnego Polaka, z czym kojarzy mu się Łódź, to z pewnością by odpowiedział, że to szare, brzydkie miasto. Nic bardziej mylnego. Stolica województwa łódzkiego to nie tylko stare i zniszczone fabryki, ale także piękne secesyjne kamienice, eklektyczne pałace czy zielone parki.




 Łódź posiada wiele zabytków, których nie powstydziłoby się żadne inne miasto. Są to między innymi:

1. Pałac Izraela Kalmanowicza Poznańskiego - rezydencja jednego z łódzkich fabrykantów, która swym wyglądem przypomina paryski Luwr. Na temat Poznańskiego i jego pałacu krąży wiele legend i zabawnych historii. Rezydencja tego bogatego człowieka nie jest zbudowana w jednym konkretnym stylu. To ponoć zasługa samego fabrykanta, który na pytanie architekta, w jakim stylu chciałby mieć zbudowany pałac, odpowiedział: „W każdym. Stać mnie na wszystkie.” Obecnie znajduje się tutaj Muzeum Historii Miasta Łodzi, zatem każdy ma okazję zobaczyć także wnętrza czy pałacowy ogród.

Autor: Kosma Chodurek, źródło: Facebook
 2. Manufaktura - jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc na mapie Łodzi. I to zarówno w wieku dziewiętnastym, dwudziestym, jak i obecnie. Przez ponad wiek działała tu jedna z największych fabryk włókienniczych. Wraz z rozpoczęciem epoki postindustrialnej blisko trzydziestohektarowe imperium wzniesione przez Izraela Kalmanowicza Poznańskiego zaczęło niszczeć.

Widok archiwalny, źródło: Facebook
Jednak na przełomie dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku dla niszczejącej fabryki pojawiła się szansa. Zagraniczny inwestor postanowił zrewitalizować imperium Poznańskiego i utworzyć w nim centrum handlowo-rozrywkowo-kulturalne. Manufaktura to coś więcej niż tradycyjna galeria handlowa. Manufaktura to połączenie bogatej historii tego miejsca z nowoczesnością - dziewiętnastowiecznych murów fabryk ze stalą i szkłem. Oprócz licznych sklepów i restauracji, można znaleźć tutaj również muzea (Muzeum Sztuki ms2, Muzeum Fabryki, Experymentarium), kino czy teatr.

Widok aktualny, źródło: bartels-global.com

3. Plac Wolności - w dziewiętnastym wieku, czyli wtedy gdy Łódź przeżywała swój największy rozkwit, został wytyczony Nowy Rynek - dzisiejszy plac Wolności. Wydawać by się mogło, że w tym miejscu nie ma nic niezwykłego. Otóż jest. Plac ten - jako jeden z niewielu na świecie - ma kształt ośmiokąta foremnego. Istnieją koncepcje jego przebudowy tak, aby jeszcze bardziej podkreślić tę nietypową cechę. 
Jeden z projektów przebudowy placu Wolności, wizualizacja/materiały prasowe.




Plac Wolności to jeden z punktów charakterystycznych na mapie Łodzi. Początkowe targowisko zostało przekształcone w miejsce spotkań wielu ludzi; to tutaj rozpoczyna swój bieg także znana w całej Polsce ulica Piotrkowska - pełna restauracji, pubów czy klubów. Ale to nie o Piotrkowskiej miałem mówić. Plac Wolności to miejsce, w którym znajduje się zabytkowy ratusz (powstał w 1827 roku), kościół pw. Zesłania Ducha Świętego (1828), jednak elementem, który nadaje mu prawdziwego charakteru, jest pomnik Tadeusza Kościuszki.


Panorama placu Wolności, autor: Jarosław Klamka, źródło: Wikipedia


Na placu Wolności znaleźć można Muzeum Farmacji, Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne, ale najciekawszym z tego typu miejsc jest moim zdaniem Muzeum Kanału -

„Dętka”. Odwiedzający mogą zobaczyć fragment zbiornika na wodę, w którym gromadzono wodę służącą do oczyszczania kanałów. Znajduje się tutaj także wystawa poświęcona historii łódzkich wodociągów i sieci kanalizacyjnej.



Muzeum Kanału - „Dętka”, źródło: noc-muzeów.pl



Łódź to miasto, które posiada ogromny potencjał. Liczne, głównie secesyjne kamienice, przepiękne pałace, fabryki z czerwonej cegły nadają temu miejscu specyficzny klimat. Klimat, który kocham. I Was również zapraszam do jego pokochania. Zapraszam do Łodzi!


PS Chciałbym jeszcze bardzo podziękować Magdzie, która pomogła, a właściwie wymyśliła adres tego bloga.

poniedziałek, 20 lutego 2012

Błażej Dzikowski „Strażnik Parku”


Witam serdecznie na moim blogu. Powstał on za namową przyjaciółki, Justyny, znanej szerzej w blogowym świecie jako Nyx. Oczywiście zapraszam do niej na Nie boję się ukulturalnienia!

Blog Umiem czytać będzie internetową cząstką moich literackich upodobań. Zamierzam dzielić się z Wami spostrzeżeniami na temat przeczytanych przeze mnie książek, ale chcę także propagować zanikającą (niestety!) kulturę czytania. 

Teraz zapraszam Was do przeczytania pierwszej recenzji.

Błażej Dzikowski
„Strażnik Parku”
gatunek: dramat psychologiczny, powieść obyczajowa, powieść sensacyjna

Jaka jest geneza zła? Czy „cząstka zła” znajduje się w każdym człowieku? Czy zatem każdy człowiek jest z natury zły?

 „Mam takie marzenie. Śnię taki sen. Dobrzy ludzie złapią wszystkich złych ludzi i zamkną ich w Sali tortur. I dobrze ludzie będę skakali złym po karkach, będą ich bili metalowymi pałkami, będą ich gazowali, razili prądem. A potem dobrzy ludzie zabiją wszystkich złych ludzi. Jakąś brutalną metodą, na przykład w wielkiej kuchence mikrofalowej. Źli będą umierali w męczarniach, gotując się żywcem, od środka. I na świecie zostaną tylko dobrzy ludzie. I będzie spokój.
Strażnik Parku


„Strażnik Parku” Błażeja Dzikowskiego to powieść, w której poznajemy osiemnastoletniego Gabriela. Nastolatek cierpiący na astmę nie ma przyjaciół, jest stale poniżany przez swoich rówieśników. Nieszczęśliwy, zamknięty w sobie, stale poszukuje miejsca dla siebie. Sytuacja diametralnie zmienia się, gdy chłopiec poznaje Sonię, w której się zakochuje. Jednak sielanka nie trwa długo – wkrótce Gabriel oraz Sonia zostają napadnięci i ciężko pobici w parku, a stosunki między nimi się urywają. Mimo zgłoszenia sprawy na policję, sprawca (znany Gabrielowi) nie zostaje zatrzymany. Osiemnastolatek nie wytrzymuje upokorzenia swojej dziewczyny. Staje się Strażnikiem Parku i postanawia wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę.
Warszawa. Wiek XXI. Zwyczajne blokowisko. Miejsce akcji zwyczajne, tak bliskie każdemu z nas. Czy jednak oznacza to, że każdy z nas mógłby stać się takim Strażnikiem Parku? Czy każdemu starczy odwagi, aby z wiecznie pogardzanego, stać się tym, który pogardza?

+ autentyczny język – autor nie unika wulgaryzmów, które w wypowiedziach młodych ludzi przecież się pojawiają,
+ wciągająca, choć nieco przewidywalna fabuła - czytelnik spodziewa się, co wydarzy się dalej, jednak jest ciekawy dalszych zdarzeń,
+ miejsce akcji – ten „plus” jest bardzo subiektywny; bardzo lubię książki, które dzieją się w Polsce – znane są mi realia, które mogę skonfrontować z tymi przedstawionymi w powieści,
+ główny bohater i jego przemiana – Gabriel przed zmianą i tuż po niej to praktycznie dwie różne postaci – z tchórzliwego, unikającego konfliktów wegetarianina, staje się odważnym mięsożernym obrońcą uciśnionych. Jego symbolem staje się biały rower, tajemnicza maska dzikiego zwierzęcia i pistolet Glock 17,
+ próba odpowiedzi na źródła zła w świecie: Czy zło tkwi w każdym z nas i czeka na przebudzenie? Czy może jego źródłem jest zło wyrządzane przez innych? A może genezy należy szukać w procesie socjalizacji pierwotnej, czyli wychowaniu przez rodziców?

- zakończenie – spodziewałem się zupełnie innego zakończenia; takiego, które przestrzeże przed samodzielnym wymierzaniem sprawiedliwości. Autor jednak miał zupełnie inny pomysł – Gabriel wkracza w świat dorosłych – zwyczajny i schematyczny,
- niewykorzystany potencjał – świetny pomysł to jednak nie wszystko; pobieżny opis zdarzeń, brak jeszcze większego zagłębienia w psychikę Gabriela to coś, co można by było naprawić, jednak ogólnie rzecz biorąc – nie jest źle.

Moja ocena:
6,5/10

Mimo małych niedociągnięć (przede wszystkim zakończenie, które nie przypadło mi do gustu), polecam przeczytanie tej książki, choć sam jestem miłośnikiem kryminałów. Powieść Dzikowskiego opowiada o problemach współczesnych nastolatków – takich Gabrielów jest w Polsce zapewne wielu. Dotyczy w pewnym sensie także każdego z nas – tak, jak już wcześniej napisałem, możemy w niej poznać kilka teorii powstawania zła.

PS Blog jest cały czas w budowie, także proszę o niezwracanie zbyt dużej uwagi na jego estetykę.